W CHMURACH

OLYMPUS DIGITAL CAMERAW górach jest coś takiego co, co powoduje, że się czuję bardziej spójna. Staję się bardziej kompletna. W czasie licznych terkkingów, w czasie rodzinnych wycieczek czy spontanicznych wypadów w górki, towarzyszy mi podobne uczucie.

Dla Balijczyków źródłem życia i mądrości jest natura. Na pierwszym miejscu nie jest to ocean i odległe horyzonty, ale góry. To tam biorą początek rzeki i jeziora, którym wyspa zawdzięcza urodzajność. Zaś na szczycie potężnego wulkanu Gunung Agung mieszkają miejscowe bóstwa.

To właśnie ta góra przyciąga swą niedostępnością. By wejść na wysokość 3142 m n.p.m nie wystarczy dobra kondycja. Po tym, co przeżyłam wiem, że nieodzowna jest uważność i intencja.

OLYMPUS DIGITAL CAMERAWyruszamy o 2 w nocy, by dotrzeć na szczyt na godz. 5.30. Tam w kontemplacji widoków oczekujemy na wschód słońca – taki jest plan.

Podjechaliśmy pod samą górę, temperatura spadła do 10 stopni Celsjusza…brrr….

Zakładamy czołówki, pakujemy wodę do plecaków i wyruszamy w trasę. Zaczynamy od miliona i jednego omszałych schodów, a potem idziemy w górę lasem. Kręte korzenie drzew są oparciem dla czubków buta szukających jakiejkolwiek możliwości osadzenia się na stromej powierzchni. Ześlizguję się, powodując odłamanie kawałka skały. Echo spadającej grudki uruchamia moją wyobraźnię. Dłuuuugo leci- myślę sobie. Wsłuchuję się w oddech. Teraz to on wyznacza mój rytm.

DSC_0295Po dwóch godzinach wspinaczki ( nachylenie sięga momentami do 70 stopni) zaczynam odczuwać zmęczenie. To czas na obranie kolejnej strategii. Patrzę pod nogi i uświadamiam sobie, że zatrzymuję wzrok na butach przewodnika przede mną. Eksperymentuje i osadzam spojrzenie na swoich stopach. Za jakiś czas udaje mi się zintegrować własne kroki z oddechem.Zmęczenie i myśli o niemocy zaczynają słabnąć, a w ich miejsce pojawia się energia.  I mam! Jest moc. Wchodzę w marsz transowy, moment, w którym przestaję ulegać i wierzyć w myśl o wykończeniu fizycznym. Moje kroki stają się coraz lżejsze, czas zanika, jestem ruchem. Mam wrażenie, że minęła chwila… podnoszę głowę i orientuję się, że zaczynam widzieć kontury, że z totalnej ciemności wyłaniają się kształty. Czołówka przestaje być potrzebna. Jeszcze chwila i wzejdzie słońce – myślę sobie. JeDSC_0118szcze chwila i będziemy na szczycie.

Przewodnik Wayan zatrzymuje nas i informuje, że przed nami najtrudniejszy odcinek trasy. Podnoszę wzrok by ujrzeć nad sobą zwis skalny na który mamy się wspiąć. Bez łańcuchów, bez zabezpieczeń – w Polsce z pewnością byłaby to niedozwolona trasa. Ale przecież jestem na Bali. Jestem w drodze na szczyt Świętej góry Agung! Ten ostatni fragment to głównie praca dłoni wyszukujących wyrębu skalnego i
rąk podnoszących całe ciało wzdłuż skał.

Słońce swoimi promieniami zaczyna wlewać się w przestrzeń. Ostatni krok. Stoję na wierzchołku krateru. Mimo , że ciało jest w zatrzymaniu, mam wrażenie, że medytacja wspinaczki dalej we mnie trwa. Przede mną kanion Kolorado – pomarańczowo- czerwono- brunatny, piękny, imponujący i groźny krater. Bajeczne połączenie kolorów z każdym kolejnym wdechem powoduje, że wypełnia mnie zachwyt. Nie jestem w stanie nic powiedzieć, wyrazić tego co czuję, jedynym mimowolnym odruchem okazuje się opadnięcie mej szczęki- zdawać by się mogło- aż do kostek.

DSC_0272Po dłuższej chwili siadam na jednej z półek skalnych. Czuję się jakbym była między niebem a niebem. I to nie tyle widok zapierający dech w piersiach, ale uczucie, które zaczyna wypełniać mnie od wewnątrz. Poczucie boskości, zrozumienie, pokora, zgoda. Taki mix. Ogromne uderzenie związków chemicznych do organizmu po wielogodzinnym wysiłku. Ale też poczucie czegoś więcej. Właśnie tego, po co tu szłam, nawet o tym nie wiedząc. Traktuję to jako prezent. Poznanie odpowiedzi bez zadania pytania.

Na szczycie góry Agung nie brakuje oczywiście ołtarzyka z bóstwami- tymi dobrymi i złymi. Po chwilach totalności w labiryncie własnej duszy, przychodzi ludzka i piękna myśl…. „ale napiłabym się kawy”. Przecież jest poranek. Wiemy wszyscy (wszyscy kawosze), że to OLYMPUS DIGITAL CAMERAjest naturalny ciąg zdarzeń.. poranek= kawa. Ale ok. Zdobyłam krater, dostałam dar od Świętej Góry Agung, napawam się widokami i karmię ducha…w sumie, to zadziwiająco szybko umyka mi „kawowa” myśl.

I nagle Wayan klepie mnie po ramieniu, obdarza balijskim uśmiechem aż z wątroby i wyciąga do mnie rękę z ciepłą, świeżo zaparzoną kawą! O Losie! Teraz to jest totalność. Teraz czuję się bogiem z zaspokojonym ziemskim pragnieniem. Takie połączenie lubię.

Droga powrotna okazała się o wiele większym wyzwaniem. Z niedowierzaniem dopytywałam naszego przewodnika, czy jest tylko jedna trasa i nocą szliśmy właśnie tędy. Bo jakkolwiek chodzę po górach i uważam swoją kondycję za całkiem niezłą, nie znajdowałam sposobności możności wejścia taką trasą. Pomyślałam sobie, że to świetne rozwiązanie iść nocą, gdy umysł nie widzi, nie rejestruje i nie ocenia- wtedy nie miałabym szans!

W połowie drogi powrotnej zaczął padać tropikalny deszcz, który spowodował, że momentalnie w lejach wulkanu pojawił się rwący strumień. Super! To od razu doświadczę kanioningu! I znowu prezent 🙂

Dziękuję Święta Góro!

Dziękuję Ewie, Ewci i Martusi za energię i nastrój jaki utrzymywałyśmy jako drużyna!

Wyjście na Wulkan jest opcją dla chętnych. Trasa jest wymagająca. Doznania warte wysiłku.

Ada Stolarczyk

www.wysokiewibracje.pl

Więcej zdjęć znajduje się TUTAJ >>>

DSC_0174

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s