RUCH TO ŻYCIE

cyclingJakie to wspaniałe, że mamy zdrowe ciała! Zaczynamy od zastrzyku energii szalenie owocowym śniadaniem, pełnym witamin, świeżości i pysznych balijskich specjałów ( już po czterech dniach sam przestawiasz się na nasi-goreng (ryż smażony z jajkiem i warzywami) jako podstawę porannego jadłospisu. By potem wypełnić go kolejną formą życia, jaką jest ruch. Wsiadamy na rowery i zapuszczamy się w głąb tutejszych wiosek. Samo uczucie ciepłego powietrza na twarzy, odczuwalny wzrost endorfin w ciele i widoki wprawiają w zachwyt. Co jakiś czas robimy przystanek by zasymilować dawkę wrażeń. Jest to bowiem cena otwierania się na piękno i radość – gdy zaczynasz odczuwać ją wszędzie- bez względu na to gdzie i z kim jesteś – koniecznym jest zwiększenie własnej pojemności na doznawanie przyjemności.  Tutaj idzie nam to całkiem nieźle- mimo, że poprzeczka jest wysoka ; )

STACJA BENZYNOWAWyzwaniem jest przyzwyczajenie się do lewostronnego ruchu. Jest to szczególnie trudne gdy pojawi się skrzyżowanie dróg. Jadę na szczęście za mężczyzną – więc odpuszczam sobie kontrolowanie i ufam, że podążając za nim mogę czuć się bezpieczna. Jakie to ważne – by wiedzieć kiedy można odpuścić, poddać się, kiedy przejąć ster.

Na zdjęciu obok stacja benzynowa, która w takiej postaci jest najszybszą formą tankowania skuterów, które są tutaj podstawowym środkiem transportu. Na wyspie ma komunikacji miejskiej.

Zatrzymujemy się w lasku, w którym do drzew przywiązane są kokosy, w których schowane są łożyska dzieci, które urodziły się w tej wiosce. Jest to tutejszy rytuał, mający na celu wzmocnienie istoty przynależności Balijczyków, którzy są z tej ziemi. Jest to symbol ich korzeni, miejsca do którego należą, które ich wzmacnia, gdzie jest rodzina – najważniejsza wartość.

zwierzęta na bali, wyprawa rozwojowa, warsztaty z wyjazdem, wakacje z rozwojemTrafiamy do domostwa, gdzie właśnie częstowani jesteśmy świeżo prażoną kawą, której zapach zniewala. Możliwość zatopienia dłoni w wielkim worze z brązowymi ziarnami jest bezcenny. Dźwięk przesypujących się ziarenek w połączeniu z ich aromatem wprowadza błogość w moje ciało.

Jedziemy dalej, mijamy plantację pomidorów, kawy, Jack fruit, orzeszków ziemnych, różnych rodzajów bananów (bo tam jest ich tak wiele jak u nas wiele jest rodzajów jabłek). Normalnym jest, że spotykamy też zwierzęta – gekony, pająki, ptaki i …. koguty.

Hodowane tam do walk kogutów, które na bali stały się niemalże sportem narodowym. W związku z tym widać je przy wielu domostwach. Wiele z tych zwierząt jest barwionych na różowo lub zielono, by jeszcze bardziej je uatrakcyjnić.

cyclingJadąc przez las palm kokosowych myślę sobie, że adrenalina jaką dawało mi jeszcze przed chwilą trzymanie ogromnego pająka w dłoni jest niczym w obliczu wizji kokosa spadającego na moją głowę. Do tego przejazd przed drewnianą kładkę nad rwistym potokiem, przejazd wąską, spadzistą ścieżką wzdłuż namokniętych pól ryżowych… taaak lubię adrenalinę.

I dlatego druga część dnia idealnie zaspokoiła mój głód na jeszcze więcej doznań. Po raz kolejny zredefiniowałam sobie jak może smakować adrenalina. Z rowerów przesiadamy się na pontony. Po porze deszczowej koryto rzeki jest wypełnione szalejącą, wysoką wodą, która zabiera nasze załogi w swoje wiry i wyboje skalne. Mamy instruktora, który daje silne poczucie tego, że mamy władzę nad tym, co dzieje się z naszą łódką. Świetna praca zespołowa obfitowała w udane manewry, niemniej jednak nadnercza miały świetne warunki do pracy- poziom adrenaliny w czasie 2 godzinnego spływu utrzymywał się na zbliżonym poziomie. Acz po balijsku, co tutaj rozumiem, że w równowadze. W momencie gdy poziom przyjemnego zmęczenia był wystarczający, rzeka jakby uspokoiła się, przed nami wyłoniła się kilkudziesięciu metrowa ściana skalna, na której zostały wyrzeźbione sceny z Ramajany. Ta sztuka jest hipnotyzująca.
Tak sobie myślę, że da Vinci dobrze by się tu czuł- otoczony dziełami, w których jest dusza. Na to wszystko, gdy ucichły nasze radosne krzyki, docierać zaczął 

rafting

do nas dźwięk dżungli. Stukocząco, świszcząco wibrujący i masujący bębenki uszne… ekscytujące.

Dzień spędzony na wspólnej aktywności to dobre spoiwo dla całej grupy. Jak działamy nie mamy czasu na analizy, oceny schodzą na dalszy plan, jesteśmy totalnie zaangażowani we wspólną ideę- radość z bycia razem. Taka trochę zrobiła nam się rodzina : )

Opracowanie:
Ada Stolarczyk
www.wysokiewibracje.pl

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s